środa, 5 lipca 2017

Rozdział 49

     Nad Spinner’s End szalała burza śnieżna. Wiatr uderzał w okna, wyjąc nieprzyjemnie, a pobliskie gałęzie drzew niebezpiecznie kłaniały się ku zamarzniętej ziemi. Z niewielkiej szopki, znajdującej się na posesji Severusa Snape’a, zdało się usłyszeć charakterystyczny dźwięk teleportacji. Po niedługiej chwili drewniane drzwiczki szopy otworzyły się i wyszedł z nich przygarbiony mężczyzna, chwiejnym krokiem zmierzając w stronę domu. Uniósł różdżkę i wypowiedział kilka zaklęć, ściągając zaklęcia ochronę. Uchylił drzwi do mieszkania, odwrócił się ostatni raz i nałożył z powrotem zaklęcia na swój dom.

W salonie przywołał do siebie Ognistą Whisky i, nie bawiąc się w nalewanie złotego trunku do szklaneczki, przechylił butelkę wprost do ust, czując, jak gorący płomień parzy go swoimi językami od środka. Jeszcze jeden łyk i kolejny, i kolejny...


Odstawił na stolik wpół opróżnioną butelkę i skierował się powoli do łazienki. Tam pozbył się ciężkich szat i stanął przed lustrem zupełnie nagi. Na dłoniach wciąż miał zaschniętą krew z policzka Eleazae’a. Na jego twarzy pojawiły się sińce, a z nosa leciała strużka krwi. Spojrzał na swoją lekko opuchnięta twarz i mruknął wściekły, czując kłucie w klatce piersiowej. Momentalnie chwycił się kurczowo zlewu, by nie upaść na podłogę. Ostry ból, przypominający w małym stopniu zaklęcie Cruciatus, przeszło przez całą klatkę piersiową, a Snape jedynie zacisnął zęby, nie wydając z siebie nawet najmniejszego dźwięku.


Po kilkudziesięciu sekundach podniósł głowę, obserwując, jak na jego ciało wpływają zarysy czarnych nici, oplatających miejsce po lewej stronie klatki piersiowej. Żyły, nie tylko w okolicy serca, ujawniły się, ale także zaczęły pojawiać się na nadgarstkach, stopach czy szyi, pompując truciznę do serca. Toksyczny eliksir już dawno zaczął rozpływać się w ciele, a Snape wciąż miał nadzieję, że kłucie w klatce piersiowej czy drastycznie przebijające przez bladą skórę czarne żyły znikną tak szybko, jak się pojawiły.


– Przeklęty Eleazae – warknął.


Stanął pod gorącą wodą, czując, jak spływa z niego zaschnięta krew. Przymknął powieki, starając się nie myśleć o niczym. Począwszy od zamordowanego pół godziny temu Eleazae’a, kończąc na Hermionie, która siedziała w Norze. Ten ostatni obraz sprawił, że uderzył z całej siły pięścią w marmurowe płytki. Poczuł, jak ostry ból sparaliżował go od koniuszków palców aż do ramienia.


– Kurwa! – krzyknął na cały głos. – Gdybym tylko tam był...


Nigdy by nie pomyślał, że Granger tak nad nim zapanuje. Przejmie kontrolę nad jego życiem, przejmie kontrolę nad nim. Zabawne... Nawet Murry’emu nie udało się w jakiś sposób go ujarzmić, a tu z buciorami w jego życie wkracza przemądrzała Gryfonka i co? Zostaje, nie mając najmniejszego zamiaru odejść. Nie zwraca uwagi na jego krzyki, cięte riposty, czarny humor i ogólną niechęć do świata. Bezczelni Gryfoni, pomyślał z goryczą. Jednak po chwili na jego usta wpłynął nieśmiały uśmiech. Nie wiedział, jak to się stało, kiedy to uczucie zawróciło mu w głowie. Musiał tu i teraz przyznać się sam przed sobą, że kocha ją. Kocha Hermionę Granger, jak bardzo kuriozalnie to brzmiało.


Ostrożnie wyprostował prawą dłoń, czując, jak wewnątrz chrząstki niebezpieczne przeskakują. Skrzywił się nieznacznie, czując ostry ból. Zakręcił kurki z wodą, osuszył się ręcznikiem i wyszedł do małego gabinetu w luźnych spodniach od piżamy. Tam owinął ciasno prawą dłoń bandażem, po czym otworzył szafkę, w której znajdowały się praktycznie wszystkie eliksiry świata; począwszy od Eliksiru Pieprzowego, kończąc na Wywarze Żywej Śmierci.


Przelał do ust zielonkawą, maziowatą ciecz, ani razu się nie krzywiąc. Miał nadzieję, że ten eliksir upora się z trucizną. Wychodząc z salonu, chwycił Eliksir Słodkiego Snu. Po całym dniu nie uśmiechało mu się widzieć martwej twarzy Eleazae’a przed oczami. Kompletnie wypompowany z sił opadł na sofę, wcześniej wypijając zawartość fiolki. Chwilę później jego głowa opadła na zagłówek, a jego ciało zostało porwane przez objęcia Morfeusza.




 ***

     Następnego dnia Severus obudził się koło południa. Początkowo nie zamierzał się podnosić, chciał tak spędzić na kanapie całe święta, bo i tak nie miał nic innego do roboty. Jednak odepchnął tę myśl na inny tor; najpierw musiał udać się do Dumbledore’a, a później do Nory.

Podniósł się na łokciach, zerkając na swój nagi tors; czarne nici w dalszym ciągu oplatały jego ciało, serce wciąż kuło, ale nie tak mocno jak jeszcze wczoraj. Przywołał do siebie fiolkę i ponownie wypił zielonkawą maź.


Założył na siebie szaty, chwycił trochę magicznego proszku Fiuu i wszedł do kominka. Rzucając pod nogi proszek, powiedział głośno i wyraźnie, gdzie zamierza się udać.


– Gabinet dyrektora Hogwartu, Albusa Dumbledore’a.


W mgnieniu oka znalazł się we wskazanym miejscu. Otrzepał popiół z ramion na drogi dywan, rozglądając się wokół. Dyrektor stał przy klatce Feniksa, delikatnie głaszcząc go po łebku.


– Albusie. – kiwnął głową w stronę dyrektora, gdy w końcu ten odwrócił się do niego, posyłając mu lekki uśmiech.

– Miło, że wpadłeś, Severusie. Cytrynowego dropsa? – wskazał ręką na metalowe pudełeczko.

– Podziękuję – rzucił chłodno, siadając w fotelu naprzeciwko ciężkiego mahoniowego biurka.

– Wytłumacz mi, mój drogi... – zaczął Albus, głaszcząc pieszczotliwie siwą brodę – Co ci się stało w twarz, w dłoń... A to na szyi? Co to?

– Nie twoja sprawa – warknął zbyt ostro Snape. Był pewny, że dyrektor już wie, że zabił Eleazae’a jednak nic nie powiedział. Błękitne oczy starca zatrzymały się dłużej na szyi Mistrza Eliksirów.

– Zacząłeś już coś z tym robić? Nie wygląda to ciekawie – powiedział, chwytając cytrynowego dropsa.

– Wrócę do żywych. Niestety – dodał, a jego słowa ociekały jadem.

– Severusie... musimy poważnie porozmawiać. 

 

Zapadła długa cisza. Albus złączył koniuszki palców, jak to miał w zwyczaju, i spojrzał na mężczyznę. Snape wyprostował się w fotelu, nie spuszczając wzroku z dyrektora.


– Zapewne się już domyślasz, że ostatnie zdarzenia wywarły ogromne piętno na pannie Granger. Klątwa Szyszymory stała się poważniejsza, niż przypuszczaliśmy. Dziewczyna powoli zaczyna być cieniem samej siebie, Severusie.

– To normalne, w końcu straciła rodziców – odpowiedział spokojnie, mimo wszystko wiedząc, do czego zmierza dyrektor.

– Musisz działać natychmiast, Severusie. Panna Granger może nie przeżyć najbliższych kilku dni. Chyba nie mam ci przypominać, jak działa klątwa?

– Nie trzeba, oboje o tym wiemy.


Severus poczuł, jak niewidoczny supeł ściska mu żołądek. Przecież nie może pozwolić jej umrzeć. To był pierwszy moment od wielu lat, kiedy poczuł, że się boi. Cholernie boi, ale nie o siebie, a o kogoś innego. Odepchnął od siebie myśl, że nie udało mu się uratować Hermiony i trzyma w ramionach jej martwe ciało. Nawet o tym nie myśl!, krzyknął rozum wraz ze stojącym obok sercem.


– Uratuję ją. – wstał. – Tylko załatw jej osobne komnaty, dziewczyna w żałobie nie powinna przebywać w towarzystwie dwóch mało inteligentnych osób, jakimi są panna Brown i panna Patil.

– Rozmawiałem już o tym z Arianą, też wyraziła zgodę, by przydzielić pannie Granger osobne komnaty. – uśmiechał się lekko.


Snape pokiwał głową, chwycił cytrynowego dropsa ku zdziwieniu Dumbledore’a i wyszedł z gabinetu, kierując się w stronę błoni ku polu teleportacyjnemu.




***


     Charakterystyczny dźwięk teleportacji rozszedł się natychmiast po podwórku Weasleyów. Snape otulił się ciaśniej płaszczem, zmierzając ku Norze. Musiał zmrużyć oczy, bo wydawało mu się, że przed nim ktoś idzie. Kiedy wyciągnął sprawnie różdżkę, tego kogoś nie było, a Snape pomyślał, że musiało mu się to przewidzieć.

Będąc coraz bliżej Nory, czując coraz bardziej mróz szczypiący w nos i policzki, zauważył niewielką czarną plamę na ziemi. Początkowo myślał, że to jakieś ranne zwierzę, ale ta myśl odeszła tak szybko jak przyszła, kiedy podbiegł i zdał sobie sprawę, co tak naprawdę było tą czarną kulką.


– Hermiona... – wychrypiał.


Ściągnął z siebie płaszcz i otulił nim przemarzniętą do szpiku kości dziewczynę. Dotknął jej lodowatej dłoni, potem policzka i spojrzał na jej zamknięte oczy. Poczuł się tak, jakby ktoś wrzucił mu kamień do żołądka.


– He-Hermiona – wydukał, klepiąc dziewczynę po policzku. – No otwórz te oczy... Herm... Granger! Słyszysz mnie?! No dalej...


Wziął dziewczynę na ręce, kierując się w stronę domu. Coś ty chciała zrobić, głupia?!, warknął w myślach, kopiąc w drzwi. Chwilę później otworzyły się i stanął w nich Artur Weasley, trzymając w dłoni talerzyk z szarlotką. Snape nawet nie dał mu chwili namysłu, by wypowiedzieć jakieś słowa powitania, tylko przepchał się między nim i wpadł do salonu. Tam wszyscy spojrzeli na mężczyznę i wciągnęli ze świstem powietrze.


– Banda idiotów! – krzyknął, kładąc dziewczynę na dywanie obok kominka. – Nie potraficie upilnować dziewczyny? Za ciężkie zadanie?!

– Severusie... kto to jest? – zapytała Molly, podchodząc do kucającego na podłodze mężczyzny. – Merlinie! Kiedy ona wyszła z pokoju? – rozejrzała się spanikowana po mieszkańcach Nory, kiedy poznała, kto leży na ziemi.

– Nie interesuje mnie to – odwarknął, sprawdzając puls dziewczyny. – Molly, Molly – powtórzył nieco głośniej. Kobieta spanikowana otarła łzy, wydostające się z kącików oczu. – Potrzebuję Eliksir Rozgrzewający, najlepiej to ze dwa. Jak masz Eliksir Pieprzowy, to też się przyda, tylko szybko! 


Rzucił zaklęcie rozgrzewające na swój płaszcz, aby ogrzał dziewczynę. Pomimo zdziwionego spojrzenia większości osób w salonie, ściągnął jej przemoczone skarpetki i, wcześniej trzymając dłonie nad kominkiem, dotknął zimnych jak lód stóp dziewczyny. Starał się ogrzać je, jak tylko się da.


– Lepiej jak stąd wyjdziecie, przejdźcie do kuchni – zarządził Artur Weasley, wypraszając przerażonych gości.

– Przytrzymam jej głowę, a ty wlej eliksiry – rzuciła lekko zdyszana Molly, klękając.

– Pij, Granger, no dalej – mówił cicho, ostrożnie wlewając mikstury do ust dziewczyny. 

 

Minuty zaczęły ciągnąć się w nieskończoność, lecz w końcu Hermiona zaczęła kaszleć, obracając się na bok. Molly zalała się łzami, głaszcząc ja po ramieniu, a Snape odsunął się kawałek. Obserwował z boku, jak Artur przenosi ją na fotel.


Wtedy Granger zamrugała lekko oczami, rozglądając się wokół. Kiedy zauważyła Severusa stojącego pod ścianą, nie odezwała się ani słowem, patrzyła jedynie na niego z bólem i zarazem tęsknotą. To spojrzenie było tak palące, że Severus spuścił wzrok.


– Dziecko, dlaczego to zrobiłaś? – zapytała Molly, powoli dochodząc do siebie. – Dlaczego wyszłaś na dwór, na taki mróz?

– Ja musiałam... – rzuciła cicho, odgarniając za ucho kosmyk włosów. Kobieta zarzuciła jej na barki ciepły koc. – Musiałam się gdzieś dostać...

– Gdzie konkretnie? – zapytał Artur, kładąc żonie dłoń na ramieniu.

– Do domu.


Zapadła cisza. Starsi spojrzeli po sobie, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Molly poczuła ściskający się supeł w żołądku. Niepewnie podniosła wzrok, szukając wsparcia w Snapie.


– Nie chciałam być problemem – rzekła Hermiona, przerywając niezręczną ciszę.

– Ale kochanie, nie jesteś problemem! Nie mów tak.

– Pani Weasley zniszczyłam wszystkim święta. Chciałam wrócić do domu, po prostu pobyć tam jakiś czas – dodała, czując zbierające się łzy.

– Molly, zabieram pannę Granger ze sobą – odezwał się Snape, podnosząc z podłogi swój płaszcz. Hermiona na te słowa lekko zadrżała, zachłystując się powietrzem.

– Ale tak to? – starsza czarownica spojrzała na niego.

– Polecenie Dumbledore’a – skłamał gładko. – Jestem pewny, że nie masz dużej ilości Eliksirów Regenerujących, a jestem pewny, że przez najbliższe dni przydadzą się pannie Granger po tym... wybryku. – Spojrzał znacząco na dziewczynę.




***

     Severus podał dziewczynie kubek z gorącym kakao. Posłała mu krótkie spojrzenie, po czym przyjęła kubek, wciągając słodki zapach. Usiadł obok niej na kanapie, poprawiając koc, który zsunął się jej z kolan. Severus założył Hermionie kosmyk włosów, a ona delikatnie się zarumieniła na ten mały gest. Odłożyła kubek na stolik, po czym wdrapała się na kolana Severusa, wtulając się w niego.

– Nie było cię – stwierdziła cicho, przymykając powieki, gdy tylko zaczął gładzić ją po plecach.

– Musiałem coś załatwić – odpowiedział szybko. Nie mógł jej powiedzieć tak po prostu: Słuchaj Hermiono, zabiłem Eleazae’a jednym z najsilniejszych eliksirów, jaki uwarzyłem. Dlaczego? Z czystej zemsty, zabił twoich rodziców. – Jutro rano zabiorę cię gdzieś – wyszeptał w loki dziewczyny.

– Nie chcę – rzuciła równie cicho, co on, bardziej się w niego wtulając.

– Myślałem, że chcesz zobaczyć swój dom. – Hermiona momentalnie podniosła przekrwione oczy. Miała zamiar wpatrywać się w niego tak długo, dopóki nie powie: „Żartuję, głupia”. Jednak nic takiego się nie stało. Nie zaśmiał się.

– Mówisz poważnie?

– Oczywiście – odparł, składając na jej czole opiekuńczy pocałunek. – Jutro po śniadaniu teleportujemy się tam.

– Dziękuję – wyszeptała.


Severus przygarnął ją bliżej siebie, lekko kołysząc, kiedy tylko zaczęła płakać. Serce zaczęło mu się krajać. Nie wiedział, co ma zrobić. Czy zwykłe przytulnie wystarczy? Czy ma coś powiedzieć? Jak tak, to co? Snape, weź się w garść!


– Przykro mi – wyszeptał, podnosząc się z Hermioną z kanapy. – Spójrz na mnie... Przejdziemy przez to razem, rozumiesz? Razem.

– Obiecujesz? – zapytała cicho, kiedy zaczęli zbliżać się do jego sypialni.

– Zawsze dotrzymuję słowa. – Hermiona zarumieniła się delikatnie, czując na policzku delikatny pocałunek. – Obstawiam, że chcesz spać ze mną. Zgadłem?

– Jak najbardziej, Severusie.


Położył ją delikatnie na łóżku jak podczas ich pierwszej wspólnej nocy. Chyba oboje o tym pomyśleli, bo po chwili patrzyli gdzieś indziej, byleby nie na siebie. Severus jednak pierwszy przełamał lody i pochylił się nad dziewczyną, składając na jej ustach czuły pocałunek. Hermiona nieśmiało go oddała, przyciągając Severusa bliżej siebie.


– Wiesz, że zrobiłaś dzisiaj największą głupotę? – Oderwał się od Granger, spoglądając na nią uważnie.

– Jesteś zły? – zapytała cicho, obejmując się ramionami.

– Bardziej byłem wściekły na tę bandę idiotów. Jak mogli nie wiedzieć, że zniknęłaś?

– Powiedziałam, że chcę iść spać... co było oczywiście kłamstwem, a później zeszłam po schodach. Kiedy wszyscy byli w salonie... wyszłam.

– Gdybym nie szedł... gdybyś tam wciąż leżała... gdybyś nawet zamarzła... Nie pomyślałaś o tym? – warknął.

– Chciałam zobaczyć dom... – rzuciła cicho, ocierając łzę. – To było głupie, wiem o tym.


Obróciła się do niego tyłem, zakrywając dłońmi twarz. Po chwili poczuła oplatające jej talię dłonie i delikatny pocałunek na szyi. Nie zadrżała z rozkoszy, tylko bardziej się rozpłakała.


– Tęsknię za nimi – wyszeptała.

– Z czasem poczujesz się lepiej. Czas nie leczy ran, ale pozwala się przyzwyczaić do bólu. Poradzisz sobie.

– A jeśli nie? – zapytała cicho, odwracając się w jego stronę.

– Jesteś najdzielniejszą czarownicą, jaką znam, dasz radę. Ja jestem z tobą. – przygarnął ją do siebie, głaszcząc po plecach.

– To był komplement? – zarumieniła się delikatnie. Severus pokiwał głową, dotykając jej ciepłego policzka. – Możemy iść spać? – zapytała, ziewając.

– Nie chcesz iść się wykąpać? Molly dała jakąś torbę, na pewno jest tam piżama i...

– Nie mam na to siły – rzuciła cicho, wtulając się w niego. – Jutro rano wezmę prysznic. Dobranoc, Severusie.

    

Spojrzał na jej przymknięte powieki, gdzieś w środku czuł, że Albus ma rację i Hermiona może nie przeżyć kilku najbliższych dni. Klątwa w jej ciele szalała z taką szybkością jak nigdy przedtem, a Szyszymora może już niedługo zacząć zbierać żniwa.


Miał zrobić wszystko, by rozkochać w sobie Hermionę, przy nim miała poczuć rodzące się w niej nowe życie czy nadzieję na lepsze jutro, pomimo tego, jak idiotycznie to brzmiało. Bał się, że trauma spowodowana utratą rodziców przeważy i dziewczyna odrzuci go, nieświadomie oddając się w objęcia śmierci.


Zamrugał szybko, czując zbierające się w oczach łzy. Nie może sobie pozwolić na chwilę słabości, nie teraz. Wyplątał się z jej uścisku pomimo niezadowolonego pomruku ze strony dziewczyny. Otworzyła zaspane powieki i spojrzała na niego.


– Nie kładziesz się? – zapytała, kiedy zaczął się podnosić.

– Muszę coś zrobić – odpowiedział cicho.

– Dowiem się co? – zerknęła na niego podejrzliwie.


Kiedy poczuła, jak Severus chwyta ją delikatnie za biodra i obraca na plecy, a potem siada na niej okrakiem, podtrzymując na dłoniach ciężar swojego ciała, wydała z siebie ciche westchnienie.


– Mówiłem ci już, jaka jesteś piękna? – wyszeptał jej do ucha.

– Nie przypominam sobie – skłamała gładko, odchylając głowę do tyłu. Severus wykorzystał to i zaczął obsypywać pocałunkami jej szyję.

– Jesteś cudowna, piękna, mądra. – spojrzał na nią uważnie. – Jesteś moja, panno Granger.

– Może niedługo pani Snape? – zasugerowała nieśmiało. Oczy Severusa rozszerzyły się dwukrotnie.

– Chciałabyś zostać moją żoną? – Poczuł, że dziewczyna wplata palce w jego włosy i zaczyna delikatnie głaskać jego kark. Przymknął powieki, oddając się tej niewinnej pieszczocie.

– W przyszłości na pewno tak – odpowiedziała zarumieniona.


Spojrzał na nią, ale nie tak grzecznie, jak patrzy się na ciocię na imieninach, składając jej życzenia. Wpadła, czując, że zakochuje się w tym spojrzeniu. Severus wykorzystał jej chwilową nieuwagę i pochylił się nad nią, składając na jej ustach pełen obietnic pocałunek.


– Dobranoc, Hermiono.

– Dobranoc, Severusie. – przygarnął ją do siebie, a na jej ustach pojawił się nieśmiały uśmiech, którego już nie zauważył.





***

     Upił łyk czarnej kawy, przecierając zmęczone powieki. Na górze zdało się słyszeć lekkie skrzypnięcie drzwi, potem tupot na schodach, a po chwili do kuchni weszła Hermiona. Jej wilgotne włosy opadały na ramiona, a ona sama delikatnie się uśmiechnęła. Severus spojrzał na jej oczy, które wciąż były pozbawione blasku.

– Widzę, że podoba ci się moja garderoba. – kiwnął głową na swoją koszulkę, którą miała ubraną. Dziewczyna lekko się zarumieniła i chwyciła kubek z kawą.

– Jest niezła, tylko tyle czerni masz w szafie – mruknęła, a na jego ustach pojawił się wredny uśmieszek. – Wyglądasz strasznie, spałeś w ogóle?

– Nie mogłem zasnąć. – podał jej jajka z bekonem. – Smacznego.


Nie mógł jej przecież powiedzieć, że przez całą noc nie zmrużył oka, tylko co chwilę sprawdzał, czy przypadkiem nie żyje. Wciąż wyglądała jak cień samej siebie, a to coraz bardziej nie podobało się Severusowi.


– Nie sądziłam, że postrach Hogwartu będzie miał dekoracje świąteczne – zagadała, rozglądając się po udekorowanej kuchni. – Nawet przytulne to mieszkanie.

– To sprawka Służki. – Machnął ręką na bombki, kolorowe łańcuchy i skarpety porozwieszane po pomieszczeniu.

– Jest miłą skrzatką. – Upiła łyk kawy. – Poznałam ją.

– Tak, jest w porządku – odpowiedział, odstawiając pusty kubek. – Gdy skończysz śniadanie, ubierz się i zejdź do salonu.

– Jasne. – Ku zdziwionemu spojrzeniu Hermiony, poczochrał ją po włosach i, jak gdyby nigdy nic, wyszedł z kuchni. 




 
***

     Hermiona rozejrzała się po małej szopce. Wszędzie walały się grabie, konewki, jakieś wiadra czy nawet worki z ziemią i puste doniczki. Snape w ostatniej chwycił dziewczynę pod ramię, kiedy tej zakręciło się w głowie. 

 

– Dobrze się czujesz? – zapytał, uważnie lustrując bladą twarz.

– Taaak – mruknęła przeciągle, przymykając oczy. – Tylko... słabo mi.


Czy to właśnie teraz? Czy to jest ten moment, kiedy zaczyna umierać? Severus przygryzł wargę, nie wiedząc, co robić. Powinien z nią wrócić do środka? Jednak gdzieś w środku czuł, że powinien ją zabrać do rodzinnego domu. Nie wiedział, co tam spotka, ale miał przeczucie, że tamto miejsce w jakiś sposób jej pomoże.


– Hermiono, złapiesz mnie za rękę i teleportujemy się. Poczujesz się zaraz lepiej – dodał, starając się powstrzymać drżenie głosu. – Gotowa? – Kiwnęła akceptująco głową.


Po kilku sekundach wylądowali z cichym trzaskiem pomiędzy dwoma mocno zniszczonymi blokami. Severus rzucił na nich zaklęcie kameleona i chwycił dziewczynę pod ramię, kierując się w stronę, którą wskazała dziewczyna. Kiedy tylko minęli obskurne bloki, ujrzeli rozchodzącą się ulicę z domkami jednorodzinnymi. Severus od razu zauważył błysk w oku dziewczyny.


– Masz wyjście z tyłu domu do ogrodu? – Kiwnęła głową. – Zatem wejdziemy od tyłu, ściągając zaklęcia chroniące twój dom.

– Dlaczego tylnymi drzwiami? – zapytała, obracając głowę na wszystkie strony, rozpoznając domy sąsiadów.

– Po prostu.

– Słabo mi... – Severus złapał ją w ostatniej chwili przed upadkiem.

– Już jesteśmy – powiedział szybko.

– Denerwujesz się? – zapytała, wyrywając go z gorączki rozmyślań. Spojrzał na nią, po czym pokręcił przecząco głową. – Coś jest nie tak, Severusie?

– Wszystko w porządku. – Pocałował ją przelotnie w policzek. – Posiedzisz tu chwilę, a ja ściągnę bariery ochronne.


Hermiona usiadła na zimnej huśtawce ogrodowej. Severus w tym czasie mruczał zawzięcie zaklęcia, machając różdżką nad tylnymi drzwiami mieszkania. Przymknęła powieki, czując zbierające się w oczach łzy. Była tu, była w swoim domu. Teraz wszystko wydawało się takie inne, odległe. Czuła się jak obca osoba, obserwująca tylko z zewnątrz dom państwa Granger.


– Dasz radę wejść sama? – zapytał, podając jej dłoń.

– A chcesz mnie wziąć na ręce? – zażartowała, ale jakie było jej zdziwienie, kiedy Severus pochylił się nad nią i po chwili, trzymając ją mocno na rękach, szli korytarzem do salonu. Położył ją ostrożnie na kanapie i odszedł, tłumacząc szybko, że musi ponownie założyć bariery ochronne.


Minęło zaledwie parę minut, a Severus wrócił, trzymając w ręku swój płaszcz podróżny. Odrzucił go na fotel i ukucnął przy kanapie, chwytając Hermionę za dłoń.


– Jak się czujesz? – zapytał, delikatnie głaszcząc kciukiem goły fragment jej skóry.

– Chyba dobrze – odpowiedziała, błądząc wzrokiem po salonie. – Nic się nie zmieniło...

– Chcesz się rozejrzeć?

– Tak, pokażę ci coś. – Posłała mu delikatny uśmiech. Podniosła się z kanapy i podeszła do kominka. – Moglibyśmy rozpalić? Jest zimno.

– Myślałem, że chcesz tu zostać tylko na chwilę – zapytał, mimo wszystko rozpalając jednym machnięciem różdżki kominek.

– Chodź. – Poklepała miejsce obok siebie na kanapie.

– Kto to jest? – zapytał, wskazując na fotografię jakiegoś dziecka w piaskownicy.

– To jestem ja. – Zarumieniła się lekko. – Oj, z czego się śmiejesz? – spytała, kiedy Snape zaczął zanosić się śmiechem, łapiąc się za brzuch.

– Co ty masz na głowie?

– To są kokardki, każda mała dziewczynka takie nosiła.

– A to? To pod szyją?

– To jest śliniaczek, Severusie. Mama mówiła, że uciekłam jej od jedzenia kaszki z jagodami do piaskownicy.

– Teraz się nie dziwię, że byłaś cała fioletowa na twarzy. – Posłał jej rozbawione spojrzenie.

– Spójrz tutaj... Tu byłam po pierwszym dniu w przedszkolu, a raczej paru godzinach.

– Czemu?

– Tak się rozpłakałam za mamą, że musiała zostawić pacjentkę z bolącym zębem i zabrać mnie z przedszkola.

– Twoi rodzice byli dentystami, prawda?

– Tak. – Spojrzała na niego, czując gromadzące się łzy. – Gdy miałam sześć lat, powiedziałam, że nigdy nie zostanę dentystką, bo zęby boli to, że robimy im krzywdę.

– Byłaś... zabawnym dzieckiem – stwierdził, przyciągając ją do siebie.

– Byłam wyjątkowa – poprawiła go. – Spójrz, a tutaj byłam z rodzicami na wakacjach w...


Tak zleciało im kilka godzin na przeglądaniu zdjęć. Severus zauważył, że wizyta w domu mimo wszystko w jakimś stopniu pomogła dziewczynie. Teraz leżeli w jej łóżku w różowej pościeli. Snape początkowo zapierał się rękami i nogami, że nie przekroczy progu pokoju, który jest odzwierciedleniem sypialni lalki Barbie. Chociaż Hermiona miała osiem lat, kiedy go dekorowała, to z biegiem lat nie zmieniła diametralnie wnętrza. Ściany z różowego zmieniły kolor na barwy Gryffindoru, a dodatki, takie jak doniczki z kwiatami czy pościel, zostały w odcieniach pudrowego różu.


Przejechała dłonią po klatce piersiowej mężczyzny, zaglądając przy okazji w ciemne oczy. Snape odwrócił wzrok od półki z książkami i spojrzał na nią. Wpatrywali się w siebie bez słów. W końcu Snape uniósł lekko kąciki ust, nadając swojej twarzy nieco łagodniejszy wygląd. Mógł z nią spędzić tak całe życie...


– Severusie – odezwała się Hermiona, wyrywając go z zamyślenia. – Co ci się stało w dłoń?

– Uderzyłem nią w płytki – odpowiedział gładko.

– A po jaką cholerę uderzyłeś?

– Język, panno Granger – upomniał ją.

– Daj spokój, Severusie – powiedziała, zbliżając się do niego. – Wiesz dobrze, że nie jestem już tylko panną Granger – znowu przejechała dłonią po jego torsie – tylko... twoją Hermioną.

– To się zgadza, dziesięć punktów dla Gryffindoru – odpowiedział, wcale się nie sprzeciwiając, kiedy zaczęła ściągać mu surdut.

– Może dwadzieścia? – zapytała, odrzucając ciężki materiał szat na podłogę.

– Nie przeginaj, Granger.

– Co to jest? – zapytała cicho, patrząc na jego klatkę piersiową. Snape nie zorientował się, nawet kiedy odpięła mu koszulę. Ostrożnie dotknęła opuszkami palców ciemnych nici, przebijających się przez jego ciało.

– Nic takiego. – Odsunął się od niej, zapinając koszulę. – Nie musisz wiedzieć wszystkiego – warknął.

– Słucham? Nie muszę widzieć wszystkiego? – podniosła głos, stając na równe nogi. – Czekałam wystarczająco długo, aż mi sam powiesz, kto cię pobił, bo nie sądzę, że ten siniak pod okiem wziął się znikąd. A te żyły na twoim ciele? Co to jest?

– Uspokój się. – Podszedł do niej, chwytając ją za nadgarstki, jednak była szybsza. Wyrwała mu się, cofając się o krok.

– Jestem bardzo spokojna! Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć, co to jest? Może nic nie znaczę dla ciebie? – zapytała łamliwym głosem. – Może chciałeś... się tylko ze mną przespać, bo nie miałeś żadnej kobiety. No przecież... chciałeś tylko mnie przelecieć. Jestem tylko durną uczennicą – dodała, wybiegając z pokoju.

– Granger! – krzyknął – Wracaj tutaj!


Odpowiedziała mu cisza. Snape z całej siły kopnął w szafkę nocną, klnąc głośno. Chwycił z ziemi surdut i wyszedł z pokoju. Zajrzał do łazienki, ale tam nie było dziewczyny, tak samo jak w sypialni jej rodziców. Znalazł ją dopiero na dole w salonie skuloną przy kominku. Severus ostrożnie podszedł do niej, zaciskając dłonie w pięści, by powstrzymać ich drżenie.


– Odejdź.

– Nigdzie nie odejdę – odpowiedział ostro, kucając obok niej. – Nie. Jesteś. Żadną. Durną. Uczennicą – warknął przez zęby.

– To, kim niby jestem dla ciebie? – Spojrzała na niego smutnymi oczami.

– Jesteś moją kobietą – odpowiedział, przyciągając ją do siebie, przez co oboje upadli na dywan. Odgarnął jej kosmyk włosów za ucho i pocałował ją tak namiętnie jak nigdy wcześniej. – Jesteś tylko moja, kocham cię.

– Skoro mnie kochasz... wytłumacz mi wszystko – powiedziała cicho, wtulając się w zagłębienie szyi mężczyzny.

– Zabiłem wczoraj Eleazae’a – powiedział to tak cicho, że Hermiona musiała podnieść się, spoglądając na jego twarz. Miał zaciśnięte powieki i oddychał ciężko. – Znalazłem go. Ukrywał się w mugolskim miasteczku. Wlałem mu do whisky truciznę, po której zmarł w męczarniach. Ale nie był dłużny... dolał mi czegoś i przez to mam te ślady na ciele.

– Dlaczego go zabiłeś? – zapytała, ocierając srebrne łzy z policzków.

– Zabił twoich rodziców, chciał zabić cię. – Otworzył oczy, w których zalśniły łzy. Hermiona poczuła się tak, jakby ktoś właśnie ścisnął ją za serce.

– Sever...

– Wciąż nie rozumiesz? – przerwał jej. – Chciał zabić cię! Merlinie! Kocham cię, Granger! Uświadom to sobie w końcu. – Spuścił wzrok, dodając nieco ciszej. – Nie przeżyłbym dnia bez ciebie...








~*~

Czarownice i Czarodzieje, 

Chłopcy i Dziewczęta ♥


No witam, witam :D Zdziwieni pewnie jesteście, co tak szybko rozdział. Co u licha ta Jazz wymyśliła? ;o 

Obiecałam, postarałam się i dotrzymałam danego Wam słowa, że na ten rozdział nie będziecie długo czekać :D

Wiecie co... chyba zdana matura tak na mnie podziałała, że zaczęłam pisać, pisać i pisać :)


Rozdział w 100% Sevmione, yeah! <3 W końcu, co? ♥ :D

-> Jeśli rozdział się Wam spodobał zostawcie komentarz :* Nawet słowa "jest okey", działają na mnie mega motywująco :D


-> Chcesz być na bieżąco i otrzymywać jako jedna z pierwszych osób powiadomienia o opublikowanym nowym rozdziale? :) 

Nic bardziej prostego - zostaw w komentarzu nr GG, bądź adres mailowy czy też inny sposób na komunikację z Tobą :)  Od razu odezwę się do Ciebie na wskazany adres :* :) (Fejsa nie podawaj ;p)




KOCHAM WAS! ♥


Do usłyszenia,

Jazz ♥